Jeżeli chcesz obejrzeć tylko jeden film o współczesnych mężczyznach to polecam ,,Wyznania szwedzkiego mężczyzny”.
O co w tym chodzi?
Szwedzki feminista, samotny ojciec, filmowiec postanawia nakręcić dokument o grupach męskich. Trafia na dość mocny festiwal łączący pracę z ciałem, elementy duchowości pogańskiej i afirmację męskości. Zgadzają się go wpuścić z ekipą filmową, ale pod warunkiem, że weźmie udział we wszystkich warsztatach… Już sam początek jest mocny, a kończy się na tym, że reżyser jeździ na festiwal przez 6 lat i zabiera tam nawet swojego ojca.
Film jest gęsty od bieżących wątków w tematyce męskiej: walki feminizmu i radykalnych grup męskich, obaw o chłopców (radykalizację czy rozwój emocjonalny a la ,,Dojrzewanie”), grup rozwijających męską duchowość sięgającą do szamanizmu, podziału ról w małżeństwie, nowego ojcostwa, prawdziwych statystyk wskazujących na trudności mężczyzn (zdrowie, samobójstwa, praca). Interesując się tą tematyką od dawna jestem pod wrażeniem jak pełne spektrum zostało tu zasygnalizowane. Autor zna i rozumie te wątki – nawet jeśli ze względów narracyjnych ich nie rozwija.
Natomiast motorem, sercem i główną osią filmu jest relacja ojca i syna (synów), prowadząca do katharsis. Jest tu niesamowita historia pracy nad relacją między ojcem a synem bez utknięcia w ślepym zaułku ,,rodzice mnie skrzywdzili” – pójścia dalej, przekroczenia tego ważnego i smutnego punktu, by dalej razem żyć. Jest ojciec otwarty na syna – to bodaj najbardziej optymistyczny wątek tego filmu, pokazujący jak nawet w starszym pokoleniu można realizować ,,wystarczająco dobre ojcostwo”.
Drugim silnikiem jest też spotkanie dojrzałych mężczyzn. Hampus (reżyser i główny bohater) przez 6 lat prowadzi dialog z organizatorem European Men’s Gathering – Paulem. Bardzo cenne jest dla mnie w tych rozmowach jak siebie szanują. Pytania ,,dlaczego tak uważasz?”, ,,czy nie sądzisz, że to jest głupie?”, ,,co o tym myśli twoja żona?” są stawiane z szacunkiem i przyjmowane z otwartością. Bez plemiennej zaczepności, ale też bez umniejszania, że takie czy inne zachowanie nie mieści się w moim systemie wartości i go nie pochwalam. Zachwycające jest dla mnie, że po 6 latach – choć jeden zostaje przy swoich poglądach, drugi przy swoich, to zaszedł między nimi dialog, słuchanie, a nawet elementy wzajemnego inspirowania się czy czerpania od siebie i ze swoich środowisk. Feminista pozostaje feministą, a maskulinista maskulinistą. A jednocześnie ten pokazany dialog, szacunek, uznanie dla ,,masz prawo myśleć inaczej” – są czymś, za czym ogromnie tęsknię w obecnej spolaryzowanej i plemiennej rzeczywistości.
Owszem, Hampus posługuje się humorem i podśmiewa się z obserwowanej grupy. Sceny z pierwszego zjazdu ukazują jego zażenowanie ezoteryką (,,dziś posmarowaliśmy się krwią i jedliśmy baranie jądra… jako wegetarianin dostałem wegańską krew i marchewkę…”), dziwnymi krzykami, pracą z ciałem, widać jego strach przed agresją i siłą grupy mężczyzn. Jednak z jednej strony jest to dla mnie autentyczne – autor mówi ,,dziwię się temu, to jest śmieszne, chyba trochę głupie i nie dla mnie” – a z drugiej jest to jego zabieg wprowadzający nieobeznanego z tematyką widzą w ten świat. Zaś dalsze pogłębienie tematy, niepoprzestanie na śmiechu, przekonuje mnie, że to nie jest stawianie się anty. To raczej opowieść o autentycznym zdziwieniu innością. A na lekcjach z różnorodności autor z pewnością odrabiał sumiennie prace domowe. Innego z liderów wprawdzie pokazuje w mniej korzystnym świetle, ale resztą filmu zdołał mnie przekonać, że trafił po prostu na mniej otwartego człowieka, a nie, że wybrał sobie dyskredytujące cytaty.
Film pozostawia mnie z arcyprzyjemną dawką nadziei. Możliwy jest dialog, mimo fundamentalnych różnic. Jest możliwie, by mężczyźni dojrzale ze sobą rozmawiali. Ojciec z synem są w stanie się dogadać, przekroczyć krzywdy i się kochać.